Dzisiaj byłam w Warszawie w Klinice w której będę rodzić. Już po raz 3 miałam robiony zapis KTG czyli Kardiotokografie. Wyszło na to, że Franek jeszcze się zbytnio na ten świat nie spieszy. Widocznie jest mu tam dobrze, bo w sumie czemu miałby mu być tam źle? Cicho, ciepło i przytulnie. A tu nie będzie już tak wesoło ;D.Lekarz kazał mi się zgłosić dopiero na 3 dni przed terminem porodu czyli 25 lutego. Termin jest na 28 luty....;D Wtedy też, mamy określić ewentualną datę porodu.
Biorąc pod uwagę fakt, iż mój lekarz prowadzący, ujmując lekko, jest trochę dziwny. Tzn. ma specyficzne poczucie humoru, którego większość jego pacjentek nie rozumie. Fakt, iż w końcu postanowił pokazać mi klinikę żeby się trochę z tym porodem oswoić jest co najmniej pozytywne, ponieważ jest tak zakręcony, że ostatnio po zrobieniu KTG , chciał mi uciec bez zrobienia opisu, czyli tak naprawdę mój przyjazd na KTG byłby bezsensowny. Dr. R jest specyficzny, jego zachowanie można jedynie porównać do zachowania pewnego słynnego serialowego lekarza, Dr Housa. Jeżeli ktoś nie wie o kogo chodzi to proponuję zaznajomić się z tym serialem, nie tylko po to żeby zobaczyć jaki jest sam Dr ale dlatego, iż cały serial jest bardzo fajny.
Szkoda mi tylko tych pacjentek które nie do końca rozumieją Dr R, po prostu szkoda ich nerwów.
A jeżeli ktoś umie się z nim dogadać to jest naprawdę czasami kupa śmiechu ;D
poniedziałek, 16 lutego 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz