29 września to poniedziałek a my z Frankiem 26 września byliśmy na kontroli u lekarza w Grodzisku. Pani doktor powiedziała że już jest wszystko ok. Po czym pojechaliśmy do teściów na działkę do Osiecka, gdzie również w sobotę byli moi rodzice. Wszystko było dobrze, Franek dostawał do końca leki. W poniedziałek właśnie 29 września umówiłam się z koleżanką na spacer z jej córeczką, przeszłyśmy się trochę po Żyrardowie, poszłyśmy do parku, Franek pierwszy raz bawił się w piaskownicy a potem poszliśmy do niej do domu. Franek wydawał mi się już jakiś dziwny... śpiący.... nie zwróciłam na to większej uwagi, miałam jechać tego dnia do Magdy i Rafała na Hutę żeby dać prezent dla Mateusza który jakiś czas temu miał imieniny. Po drodze jednak sprawdzałam jego głowę, był bardzo ciepły... zmierzyłam mu temperaturę miał ok. 38 stopni, trochę się przestraszyłam ale postanowiłam pojechać na Hutę! Tam wydawał się w trochę lepszym stanie ...myślałam że to zęby ale Magda powiedziała że raczej nie. Myślałam że mu ta gorączka przejdzie jak mu parę dni dam leki na gorączkę. Zostawiłam Franka we wtorek z nianią.
Niestety nie było tak jak myślałam Franek dostał gorączki 40 stopni, niania zadzwoniła przerażona no i od razu wróciliśmy z Krzyśkiem do domu. Niania zadzwoniła po pogotowie i pojechała z nim i ze swoim dzieckiem do szpitala, gdzie lekarz nawet nie zmierzył Frankowi temperatury i powiedział że to zapalenie gardła i przepisał antybiotyk na który jest uczulony. Przyjechaliśmy do szpitala a niania siedziała biedna z dwoma brzdącami na rękach oczywiście płaczącymi. Pojechaliśmy do szpitala do Grodziska Mazowieckiego, tak nam poleciła lekarka Franka która mogła go przyjąć dopiero koło 19 a wszystko działo się o 15.00. Tam zrobili Frankowi badania krwi i moczu, na mocz musieliśmy się trochę naczekać bo Franek dopiero koło 20 zrobił siusiu do specjalnej torebki. Na szczęście badania wyszły dobrze, tylko wykazało że ma wirusa który spowodował tą gorączkę... doktor stwierdziła że to najprawdopodobniej tzw. 3 dniówka która kończy się wysypką, ale jeżeli zacznie wymiotować i robić luźne kupki to trzeba jechać szybko do lekarza. No więc następnego dnia pojechaliśmy bo Franek dostał wymiotów i biegunki, dostaliśmy nowe leki, czopki na wymioty, syropy na biegunkę. Tym razem byliśmy u naszej pani doktor tylko że znowu prywatnie.
W środę idę z Frankiem na kontrolę do przychodni mam nadzieje że znowu czegoś nie złapie.
Dzisiaj Franek już czuje się dobrze. Ale lepiej dmuchać na zimne.
Zaczął mówić tata ;D a dzisiaj mówił "Ala" i czasami zdarzy mu się powiedzieć Ania .

Franek w kąpieli - już sam pływa ;D a raczej się ślizga

Franek stoi bez asekuracji... no prawie ;D

Zabawy z tatą ... a raczej Franek atakuję tatę ;D