Gdybym miała ocenić personel i obsługę szpitala w którym rodziłam to w skali od 1 do 10 dałabym 8... 8 a nie 10 tylko dlatego, że było tam kilka nie miłych pielęgniarek, ale tych miłych było jednak więcej. Miałam wrażenie, iż osoby które tam pracują są w dobrym miejscu i w dobrym czasie, wykonują swój zawód naprawdę z pasją i życzliwością dla pacjentek. Każda pacjentka była traktowana indywidualnie, zawsze odpowiadali na nurtujące pytania, jakby nie były one dziwne, i nie czułam w tych odpowiedziach politowania a raczej chęć wytłumaczenia młodej mamie jak i co powinno się robić.
Dziecko było pod stałą opieką, cały czas badania, nawet ich teraz nie zliczę, ale było ich naprawdę dużo...jedynym mankamentem było wyjście z tego szpitala... nie było to takie łatwe. Bo kiedy oddasz kartę do dyżurki, mija parę godzin zanim napiszą wypis dla ciebie. Ale to można jeszcze przeżyć, bo można kartę oddać rano a po 12 będzie, przynajmniej powinna być gotowa. Najgorsze jest odebranie wypisu noworodka. Nie dość, że zaczynają się dopiero od 14.00 to trwają kilka godzin, bo pani zajmująca się tym nie ma nigdy czasu, więc ty siedzisz i czekasz do wieczora w tym zasranym szpitalu tylko po to żeby jakaś pielęgniarka znalazła czas na to żeby przekazać ci z rąk do rąk wypis noworodka, czyli książeczkę zdrowia i wszystkie dokumenty związane z badaniami przeprowadzonymi w szpitalu.
Z tego też powodu wczoraj wyjechaliśmy ze szpitala dopiero o 18.00
Koszmar po prostu...
środa, 4 marca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz